
Czas jest krótki _
1 listopada, 2024
Misja niewypełniona do końca _
1 listopada, 2024
Czas jest krótki _
1 listopada, 2024
Misja niewypełniona do końca _
1 listopada, 2024
Wybrać Drogę
On wie, że trzeba mi dać wcześniej jakiś znak

Przez kilka ostatnich dni powracały do mnie wspomnienia gdy rozeznawałam swoje powołanie, jak wyglądała ta droga, moment Ślubów Wieczystych… i po niedługim czasie napisała do mnie s. Nikolina, z prośbą o napisanie świadectwo do Okruszyny właśnie o powołaniu.
W moim życiu właśnie tak działa Pan Bóg – On wie, że trzeba mi dać wcześniej jakiś znak, naprowadzić mnie bym wiedziała, że to co zamierzył jest Jego wolą, planem zwłaszcza jeśli początkowo coś może mnie przerażać albo wydaje mi się, że jest ponad moje siły.
Tak też było z moim powołaniem.
Za dziecka bardzo lubiłam spędzać czas u babci - zmarła 1,5 tyg. po moich ślubach wieczystych - i to Ona pilnowała tego by zaczynać i kończyć dzień modlitwą.
Później trafiłam do wspólnoty salezjańskiej, która była w mojej parafii, po roku formacyjnym głównym punktem rodziny salezjańskiej była piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Pielgrzymka ta od ponad 30 lat 1 sierpnia ma nocleg w mojej miejscowości, gdzie przez różne śpiewy, tańce, scenki i animacje ewangelizują.
Gdy byłam dzieckiem bardzo czekałam na ten moment, później przestałam już w tym uczestniczyć, a po kilku latach gdy byłam w gimnazjum pewna grupa młodych ludzi odegrała pantomimę i opowiedziała, że są wspólnotą działającą przy parafii i że można do nich dołączyć. Po kilku tyg. poszłam na spotkanie i z czasem okazało się, że jest to ta wspólnota salezjańska, której za dziecka tak wypatrywałam.

W liceum dołączyłam też do wspólnoty charyzmatycznej,
która również była przy parafii. To w tych grupach mogłam się więcej dowiedzieć o modlitwie i jak budować relację z Jezusem. Zaczęłam też odmawiać najpierw 10 różańca, a z czasem cały w różnych intencjach i przez to Matka Boża stawała mi się bliższa. Od czasu do czasu pojawiały się też myśli o zakonie...
We wspólnocie zachęcano by modlić się o stałego spowiednika. Z czasem też Pan Jezus pokazał mi kto nim ma być, ale tak po ludzku nie chciałam tego akurat księdza - teraz wiem, że to Pan Bóg się nim posługiwał przygotowując mnie do życia zakonnego.
Modliłam się też o dobre rozeznanie powołania i czułam, że ma to być życie zakonne, choć z taką nutką niedowierzania zastanawiałam się jaki to ma być zakon. W Internecie znalazłam alfabetyczną listę wszystkich zgromadzeń żeńskich i otwierałam po kolei. Ze strony Dominikanek dowiedziałam się, że w zgromadzeniu bardzo czczona jest Maryja. Różaniec i troska św. Dominka i św. Katarzyny o grzeszników - też były mi bliskie… Podobało mi się charyzmat, duchowość ale nie koloru habitu - nie widziałam wcześniej, że są siostry ubrane na biało - więc szukałam dalej, ale nie długo bo wiedziałam, że to TO Zgromadzenie.

Po paru miesiącach napisałam e- maila
do siostry od powołań i spotkałam się z nią na krótkiej rozmowie na Lednicy. W czerwcu pojechałam też na dni wdzięczności, ale wyjechałam z większymi wątpliwościami. Siostra Krystyna zachęciła mnie, żeby przyjechać końcem lipca do Mielżyna na rekolekcje i tam widząc m.in. pracę sióstr upewniłam się, że chcę poprosić o przyjęcie do Zgromadzenia.
1 sierpnia po rozmowie z Matką Generalną i Radą dostałam ,,zielone światło” by 11 września wraz z innymi dziewczynami zacząć postulat . Moja Rodzina bardzo to przeżyła bo nic nie przeczuwali, a ja wcześniej im nic nie powiedziałam. Z czasem i dzięki łasce Bożej pogodzili się z tym, że jestem Siostrą Zakonną i mam w nich wsparcie.






