Przychodząc do Zgromadzenia kandydatki przyglądają się jak wygląda życie zakonne, stopniowo zagłębiając się w nie podejmują decyzję, aby świadomie tę drogę obrać jako swoją drogę. Przez pierwsze trzy lata życia w klasztorze dziewczyny mimo, że nie składają jeszcze ślubów starają się już nimi żyć. Z tego powodu do ślubów podchodziłam ze względnym spokojem. W końcu wydawało mi się, że znam już to życie, to nie będzie nic nowego, przecież i tak już żyję ślubami.
Po złożeniu pierwszej profesji, a może bardziej po zakończeniu nowicjatu, który był dla mnie cudownym rokiem łaski, nastąpiło klasyczne "mordką w trociny" nagle okazało się, że nie ma już tyle czasu na modlitwę, obowiązki są cięższe do dźwignięcia niż by się chciało i nawet Kraków wydawał się brzydszy niż 3 lata wcześniej. Nie mówiąc już o wielkim rozczarowaniu sobą i wspólnotą. Zastanawiałam się jak to jest możliwe, że Pan Jezus znając mnie i widząc wszystkie moje niedomagania wybrał mnie, abym z Zgromadzeniu Sióstr św Dominika głosiła ewangelię wszystkim, wszędzie i na wszelkie sposoby. A jednak wybrał. I o ile nowicjat był dla mnie łatwiejszy będąc bardziej zaplanowany i dający większe poczucie bezpieczeństwa o tyle w junioracie pierwszym odkrywam to, że mimo, iż muszę tutaj bardziej zawalczyć o czas na modlitwę to nie jest tak, że składając śluby Pan Jezus pomachał mi na furcie w Białej Niżnej życząc powodzenia na dalszej drodze życia