Zaczęłam więc bardzo intensywnie szukać. Przeglądałam Internet, czytałam o różnych zgromadzeniach i poznawałam ich charyzmaty. I właśnie wtedy natrafiłam na dominikanki. Początkowo biały habit wcale mnie nie przekonywał. A jednak coś nie dawało mi spokoju. Do spotkania doszło dopiero po maturze. Przyjechałam do klasztoru w Białej Niżnej. Wysiadłam z samochodu, spojrzałam na klasztor, na siostrę, która wyszła mi na spotkanie i już nie potrzebowałam niczego więcej. Wiedziałam. Po prostu wiedziałam, że to jest to. Spędziłam tam dwa dni. Rozmowy z siostrami, wspólna modlitwa oraz osobista modlitwa Słowem Bożym jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że znalazłam swoje miejsce. To nie była euforia ani emocjonalny zachwyt, ale głęboki pokój serca, taki, który przychodzi wtedy, gdy człowiek wreszcie przestaje uciekać. Trzeciego dnia pojechałam do Krakowa, by poprosić o przyjęcie mnie do Zgromadzenia. Wiedziałam, że muszę działać od razu. Nie było już czasu ani sensu tego odwlekać. Bóg był bardzo konkretny, a ja nie chciałam już uciekać.
W Zgromadzeniu jestem już ósmy rok. Przez ten czas Bóg ani na chwilę nie przestał mnie zaskakiwać sposobem, w jaki mnie prowadzi, i tym, jak spełnia moje marzenia. Między innymi spełnił i to dużo wcześniej, niż się spodziewałam moje marzenie o wyjeździe na misje. Przez dwa lata mogłam być i pracować na misjach w Kamerunie. Było to doświadczenie niezwykle intensywne i głębokie. Doświadczenie, które jeszcze bardziej utwierdziło mnie w powołaniu i sprawiło, że jeszcze mocniej noszę w sercu pragnienie, by tam wrócić.
Patrząc na swoją drogę, wiem jedno: Bóg powołuje, prowadzi i spełnia pragnienia serca. Jeśli Mu zaufamy i pozwolimy działać, nawet wtedy, gdy sami nie dajemy sobie szans - On widzi więcej, wydobywa dobro i prowadzi nasze życie tak, że może stać się piękniejsze, niż kiedykolwiek moglibyśmy sobie wyobrazić.