Proces nawrócenia rozpoczął się na lekcji religii, dzięki autentyczności świadectwa życia księdza katechety. Zwróciłam uwagę na Jego normalność i zwyczajność, a zarazem promieniejącą radość, poczucie humoru, otwartość, wielkoduszność i dobroć. Moje dotychczasowe wyobrażenie i przekonania na temat “ludzi kościoła” legły w gruzach.
Moje myślenie zaczęło się powoli zmieniać, a wraz z nim zaczęłam stawiać sobie wiele pytań m.in.: Jak to jest, że ktoś wybiera taki stan życia jak ksiądz bądź siostra zakonna i co jest źródłem tego wszystkiego? Teoretycznie wiedziałam, że jest nim Jezus, lecz nie pojmowałam jak i dlaczego. W rzeczywistości prawie w ogóle Go nie znałam i nie miałam z Nim żywej relacji.
Kolejnym pytaniem które sobie postawiłam dotyczyło sensu i celu mojego życia oraz tego do czego to wszystko zmierza.
I choć nie potrafię tego nazwać i opisać, to od tego dnia wszystko zaczęło się we mnie zmieniać i nic nie było już takie samo. Brnęłam do przodu i przez różne okoliczności i doświadczenia krok po kroku zbliżałam się do Pana Boga.
W moim sercu zaczęły pojawiać się pragnienia dość nietypowe, jak na tamten czas. Jednym z nich było autentyczne, głębokie pragnienie ponownego i systematycznego uczestnictwa w niedzielnych Mszach Świętych. Kolejnym pragnieniem i doświadczeniem był szczery żal za grzech i przystąpienie do spowiedzi świętej. Doświadczyłam w tym czasie silnej i uzdrawiającej miłości Pana Boga do mnie, zagubionego grzesznika oraz ogromu Jego miłosierdzia odpuszczającego mi wszystkie grzechy.
Myślę, że nie jest to możliwe do opisania, lecz wiem, że w parze z moim nawrócenie przyszło również powołanie. Pojawiała się pierwsza myśl, a z nią pragnienie, aby bez reszty oddać się Panu Bogu. Początkowo było ono zagłuszane moim poprzednim stylem życia. Wbijałam sobie do głowy, że osoba z taką przeszłością jak moja nie jest dobrą kandydatką na siostrę zakonną. Oprócz tego w tym czasie byłam z wzajemnością zakochana i planowaliśmy z chłopakiem wspólną przyszłość.
W międzyczasie zaczęłam uczęszczać na oazę Ruch- Światło- Życie oraz wyjeżdżać na dwutygodniowe rekolekcje, które wraz ze spotkaniami oazowymi były dla mnie czasem uzdrowienia, edukacji chrześcijańskiej, zbliżenia się do Boga oraz uczenia się budowania relacji i wspólnoty. Wszystko, każdy temat o Panu Bogu chłonęłam jak sucha gąbka wodę. Nie potrafiłam już żyć bez modlitwy i Boga.
Pamiętam, że nie potrafiłam odmówić siebie pójścia na codzienną Eucharystię nawet, gdy pojawiała się pokusa pozostania w domu dla ulubionego serialu emitowanego w tym samym czasie. Byłam od środka pociągana miłością na spotkanie z Jezusem i w ostatniej chwili ubierałam się i pędziłam rowerem do kościoła. Im silniejsze były pokusy i walki przed pójściem do kościoła tym większej miłości Boga w nim doświadczałam.
Coraz bardziej rosło we mnie pragnienie oddania się bez reszty Panu Bogu, pozostania siostrą zakonną, wyjazdu na misję i opieki nad chorymi. Nie przeszkadzało mi też gdybym miała zostać siostrą klauzurową lecz pamiętam dobitne słowa księdza katechety który mi powiedział; “Tylko nie daj się zamknąć za kratami”.
Zaczęłam intensywnie modlić się w intencji rozeznania powołania i prosić Boga o jakiś znak. Jeśli wolą Bożą, a nie tylko moją jest to bym została siostrą zakonną to niech On wskaże mi drogę.
Oprócz Sióstr z miasta, w którym chodziłam do szkoły, nie znałam innych zgromadzeń zakonnych. Jednak w tym czasie dostałam zaproszenie od znajomej z rekolekcji na trzydniowe skupienie do Sióstr Dominikanek w Krakowie na al. Kasztanowej 36. Potraktowałam to jako Bożą odpowiedź na moje modlitwy i Jego zaproszenie.
To były pierwsze siostry, które poznałam i można też powiedzieć, że pierwsza miłość.