„Jak to się stało?”
7 września, 2025
święci pośród narodu zepsutego i pogrążonego w ciemności
1 października, 2025
„Jak to się stało?”
7 września, 2025
święci pośród narodu zepsutego i pogrążonego w ciemności
1 października, 2025
 

Spotkanie ze Słowem

 

 

 


 

Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym śmiertelnym ciele.

 

(2 Kor 4, 10)

s. Kinga OP


W życie doczesne wpisane jest cierpienie, jednak nie jest ono wpisane w naturę człowieka. Człowiek w swej naturze został stworzony do bycia w komunii z Bogiem, czyli do pełni szczęścia, nie do bólu. Wiemy jednak, że człowiek zerwał tę więź z Bogiem okazując Mu nieposłuszeństwo, zerwał więź z Tym, który jest źródłem życia, dobra i pełni szczęścia. Wnioski nasuwają się same, skoro więź z Odwiecznym Źródłem została zerwana, człowiek zostaje obarczony cierpieniem, bólem i śmiercią. Nieposłuszeństwo nie było osobistym czynem, ale wpłynęło na całą naturę ludzką, wobec tego konsekwencje dotyczą wszystkich ludzi; natura ludzka zostaje skażona grzechem. Bóg obdarzył człowieka wolnością, dlatego nie mógł uchronić go od zerwania tej więzi; pozwolił, by ludzie sami doświadczali skutków grzechu i uczyli się odpowiedzialności. Nie pozostawił ich jednak samych, posłał swojego Syna, by po przejściu przez bramy śmierci, mogli doświadczyć bliskości ze swoim Stwórcą. Taka synteza okazuje miłość i wielkość Boga, ale jest bardzo trudna do przyjęcia w momencie, gdy sami doświadczamy bardzo dużego cierpienia, szczególnie gdy wydaje się, że ono nas przerasta, że już nie damy rady, że więcej nie uniesiemy… Pojawiają się wtedy pytania o sens cierpienia, czy Chrystus nie po to cierpiał, byśmy mogli już tego nie doświadczać? Czy Jego cierpienie nie było pełne? Czy Bóg chce naszego bólu?

 Cierpienie i śmierć są wynikiem nieposłuszeństwa człowieka, nie są one dziełem Boga. Bóg jedynie dopuszcza cierpienie wyprowadzając z niego jeszcze większe dobro, np. w przypadku śmierci Chrystusa: z największego zła jakim było zabicie Syna Bożego, wyprowadził największe dobro jakim jest zbawienie ludzkości. Może ono oczyszczać człowieka, prowadzić do duchowego dojrzewania i skierowania ku Bogu; pozwala zobaczyć, co w życiu jest naprawdę ważne. Bóg przemienia cierpienie w środek zbawienia i zbliżenia do siebie. Cierpienie samo w sobie nie ma sensu, nabiera go dopiero w świetle męki Jezusa, która staje się centrum Wcielenia. Oczywiście samo wcielenie już jest kenozą, jednak ściśle rzecz ujmując nie dzięki śmierci Chrystusa zostajemy zbawieni, ale przez Jego posłuszeństwo i miłość, które najpełniej objawiły się w męce; dlatego nie jest ona dodatkiem, ale celem. Wcielenie jest drogą ku temu celowi, a zatem samo wcielenie przybiera już charakter pasyjny a cierpienie nabiera głębszej wartości. Pierwsze kazania apostołów mówią w zasadzie tylko o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i mogą się powoływać na wypowiedź samego Pana: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy”. (Łk 24, 46-47)  Ludzkie cierpienie, jak i sam Krzyż Chrystusa zawsze będzie zawierał granicę tajemnicy, spotkamy się ze swego rodzaju Misterium, moment cierpienia to również moment próby. Autentyczne posłuszeństwo, miłość, wiara, zaufanie i wierność Bogu mogą ujawnić się najpełniej dopiero w obliczu tajemnicy, gdy rzeczywiście możemy trzymać się tylko wiary, nie mając poza nią żadnych gwarancji. Gdy ofiarujemy nasze cierpienie Bogu, wtedy zjednoczone z męką Chrystusa będzie miało moc duchową w dziele zbawienia, a my będziemy mogli upodobnić się do Chrystusa. Oczywiście Bóg mógł zbawić nas inaczej - jest Wszechmogący ale wybrał właśnie ten sposób, bo on najdoskonalej objawia Jego naturę, człowiek może poznać jak bardzo Bóg go kocha.

Św. Tomasz z Akwinu pisze: „Męka Chrystusa to najgłębszy wyraz miłości Boga”. Ten kontekst zmienia nieco perspektywę: To nie Bóg zadaje cierpienie, ale przyjmuje je na siebie i tym samym nadaje mu sens cierpiąc razem z człowiekiem. Od tej pory żaden człowiek nie jest już sam w swoim bólu - jest z nim cierpiący Chrystus. Często pytamy dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie, ale czy pytaliśmy choć raz dlaczego Bóg tak bardzo nas kocha, że przyjął cierpienie z nami i za nas, choć wcale nie musiał?

Bóg jest pełnią bytu, której niczego nie brakuje, dlatego relacja z człowiekiem nie stanowi dla Niego konieczności ani uzupełnienia, jest czystym darem Jego wolnej, bezinteresownej miłości. Nowy Doktor Kościoła, kardynał John Henry Newman świadomy wartości cierpienia i trudu w jego przyjmowaniu napisał przepiękną modlitwę „To meet Suffering Well”, w której wyraża świadomość, że nic wielkiego nie dokonuje się bez cierpienia, jednak nie ma śmiałości o nie prosić, bo nie wie czy by je uniósł, prosi zatem o łaskę, by mógł dobrze znosić cierpienie, które go spotka.
Spróbujmy pomodlić się słowami Newmana, które powinny być na ustach każdego chrześcijanina, bo człowiek jest kruchy i tylko wspierany Duchem Świętym będzie potrafił znaleźć odpowiedź w Krzyżu. Innej odpowiedzi nie będzie. Tylko doświadczenie miłości i mocy Ducha Świętego może sprawić, że zrozumiemy cierpienie sercem i je przyjmiemy.

 

~ s. Kinga OP

pobierz (3)

Kwiecień 26, Wybrać Drogę

KOCHAĆ

Każdy dzień jest dla mnie DAREM i DROGĄ odkrywania Boga, który jest blisko. Jestem wdzięczna za każdego spotkanego człowieka i chcę uczyć się, jak być dla innych aby Boża miłość mogła przeze mnie docierać dalej.

 

pobierz (3)

Duchowość Dominikańska, Kwiecień 26

On się nie zatrzymał

s. Elia OP

Ewangelia pokazuje nam całe życie Jezusa jako szczególną drogę do Jerozolimy, by tam przez swoją śmierć i zmartwychwstanie dokonać naszego odkupienia.

 

pobierz (3)

Kwiecień 26, Spotkanie ze Słowem

kamień węgielny

s. Kinga OP

. Nasze życie, choć czasem pęknięte i niepozorne, w Bożym planie może stać się kamieniem węgielnym, fundamentem nadziei dla nas i dla innych. Wystarczy, że Mu zaufamy i pozwolimy działać.

 

pobierz (3)

Luty 26, Misja Zgromadzenia

głoszenie Prawdy w szkolnej ławce

s. Zofia

Katecheza nie zaczyna się od programu ani od podręcznika. Zaczyna się od dziecka, które siada w ławce – czasem zaciekawione, czasem znudzone, czasem zbuntowane, a czasem po prostu zmęczone. Każde z nich przychodzi z inną historią, innym doświadczeniem domu, Kościoła i relacji z Bogiem. I każde z nich jest dla mnie zaproszeniem, by szukać języka, który będzie zrozumiały i prawdziwy.

 

pobierz (3)

Luty 26, Wybrać Drogę

przecież ja totalnie nie nadaję się do zakonu

s. Jagwiga OP

Tylko On mógł dostrzec w zbuntowanej, upartej i trochę zakompleksionej dziewczynie materiał na Siostrę i cierpliwie wydobywać z niej to, co sam wcześniej w niej złożył. 

 

pobierz (3)

Luty 26, Spotkanie ze Słowem

post i miłosierdzie

s. Kinga OP

Jeśli jakieś wyrzeczenie nie prowadzi do miłości, to znaczy, że gdzieś popełniliśmy błąd. Wpatrzeni w Chrystusa uczmy się mądrości płynącej z krzyża, by nasze wielkopostne praktyki służyły oczyszczeniu serc i dawały prawdziwą wolność