
droga do zakonu
15 stycznia, 2026
post i miłosierdzie
18 lutego, 2026
droga do zakonu
15 stycznia, 2026
post i miłosierdzie
18 lutego, 2026Spotkanie ze Słowem
„13 Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. 14
Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: »To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?«
15 Jezus mu odpowiedział: »Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe«.
Wtedy Mu ustąpił. 16A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się
niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. 17 A głos z nieba mówił:
»Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie«.”
Mt 3,13 – 17

s. Kinga OP
W jakim celu Jezus przyjął chrzest? I skąd w ogóle wziął się chrzest janowy, skoro nie istniał jeszcze Kościół, a więc nie było też sakramentów? Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do korzeni.
W judaizmie nie ma chrztu w naszym znaczeniu, ale jest tewila – rytualne zanurzenie w wodzie, znak oczyszczenia. Jan Chrzciciel, syn kapłana Zachariasza, wzrastał w świecie, w którym obmycia były dobrze znane. Co więcej, jego działalność pojawia się w czasie, gdy powstaje gmina qumrańska. Nie jesteśmy w stanie dziś stwierdzić, czy Jan był powiązany ze społecznością Qumran, jednak sąsiedztwo było na tyle bliskie, że z pewnością łączył ich sposób myślenia oraz kontekst religijno-społeczny, naznaczony oczekiwaniami mesjańskimi i napięciem politycznym. W Qumran obmycia odgrywały bardzo ważną rolę – były zewnętrznym wyrazem wewnętrznego nawrócenia. Przed dokonaniem symbolicznego obrzędu należało mieć odpowiednią dyspozycję duchową, czyli odwrócić się od zła i okazać skruchę. Bez skruchy – był tylko wodą. Bez przemiany – po prostu rytuałem. Qumrańczycy praktykowali również wyznawanie grzechów, najpierw miało zostać oczyszczone sumienie, dopiero później ciało.

Jan doskonale rozumiał tę logikę dlatego, gdy głosił chrzest nawrócenia, wzywał też do wyznawania grzechów (Mt 3,6; Mk 1,5). Wiedział, że jego chrzest nie zbawia, nie jest chrztem Mesjasza, jest przygotowaniem, oczyszczeniem drogi. Dlatego reakcja Jana na widok Jezusa jest tak wymowna. Jan wie, że nie jest godny, wie, że Ten, który nadchodzi, jest silniejszy. I dlatego się dziwi: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie.” Ale Jezus wchodzi w wody Jordanu. Zanurza się tam, gdzie ludzie zostawiali swoje grzechy. Wchodzi w ten strumień ludzkiej winy nie dlatego, że potrzebuje oczyszczenia, lecz dlatego, że bierze ją na siebie. To jest moment przełomowy. Jezus rozpoczyna swoją misję właśnie tutaj – w wodzie, która dotknęła ludzkiego grzechu. Dlatego Kościół widzi w tym głęboki znak: W sakramencie chrztu Chrystus zanurza się w całym naszym życiu – w tym, co je ukształtowało „przed”, i w tym, co przyniesie „po”. Nie tylko w tym, co piękne. Także w ranach, słabościach, historii, której czasem się wstydzimy. A jednak człowiek często o tym zapomina, potrafi dojść do wniosku: „Bóg mnie nie kocha”, „Bóg się mną nie interesuje”. A On wszedł w nasze życie zanim cokolwiek w nim się wydarzyło. Wszedł w ludzkie dramaty jeszcze zanim się pojawiły, ale oczekuje odpowiedzi. Żeby wziąć na siebie nasze grzechy, my musimy je zostawić – tak jak lud Izraela zostawiał je symbolicznie w Jordanie. Dziś czynimy to w sakramencie pokuty gdzie grzechy są realnie usuwane w sensie duchowym. Bez naszej decyzji On nie zabierze tego, czego sami kurczowo się trzymamy. Uroczystość Chrztu Pańskiego kończy okres Bożego Narodzenia. Przyjęliśmy Jezusa jako Dziecię, ale czy jesteśmy gotowi przyjąć Go jako Mesjasza? Mesjasza, który nie przychodzi po to, by być podziwianym – ale by przemieniać. A przemieniać może tylko tych, którzy Mu na to pozwolą.
Chrystus nie potrzebował chrztu. To my potrzebujemy Jego, zanurzonego w nasze człowieczeństwo. Jezus wszedł w wody Jordanu, aby wejść w historię każdego człowieka – także moją i Twoją. Ale On działa tam, gdzie Mu pozwalamy, zbawienie nie dzieje się ponad naszymi głowami. Dlatego dzisiaj pytanie brzmi nie tylko: „Dlaczego Jezus przyjął chrzest?” ale także: „Czy ja pozwalam Chrystusowi wejść w moje życie tak głęboko, jak On wszedł w Jordan?” Chrystus nie zbawi nas bez nas, ale jeśli otworzymy przed Nim serce – zanurzy się w naszym życiu tak, jak zanurzył się w wodach Jordanu. Od tego momentu nic w naszym życiu nie będzie już tylko „moje”, lecz stanie się „Jego i moje”.


