
Pamiętaj, że umierasz _
1 listopada, 2024
Wolność
1 grudnia, 2024
Pamiętaj, że umierasz _
1 listopada, 2024
Wolność
1 grudnia, 2024Świadectwo
Najbardziej "nasz"


Adwent,
Boże Narodzenie, Okres Zwykły, Wielki Post, Wielkanoc, Okres Zwykły... W takim rytmie żyjemy, rok w rok, liturgią Kościoła. Nawet same nazwy sugerują, że czas pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem, a potem między Wielkanocą a kolejnym Adwentem, jest zwykły, normalny.
A zatem to właśnie on najbardziej miałby odpowiadać naszej prostej codzienności, podczas gdy pozostałe okresy roku liturgicznego opowiadają o czymś niezwykłym i tajemniczym.
Jednak pewnego razu usłyszałem na kazaniu jednego z moich współbraci, że to właśnie Adwent, ze wszystkich okresów roku liturgicznego, jest najbardziej „nasz”.
To Tajemnica i treść Adwentu pokazują, czym naprawdę jest życie chrześcijanina.
To niezwykle ciekawa myśl i po głębszym przemyśleniu bardzo prawdziwa. Tym chciałbym się tu z Wami podzielić i pokazać, że naprawdę ten parotygodniowy czas poprzedzający Boże Narodzenie jest obrazem naszej chrześcijańskiej codzienności.
Adwent
przygotowuje nas do dobrego przeżycia Bożego Narodzenia. A Boże Narodzenie to uroczystość wejścia Boga w naszą codzienność. To święta, które budzą zazwyczaj najwięcej ciepłych, rodzinnych uczuć. Święta bliskie sercom wielu ludzi, nawet jeśli sami odlegli są już od wiary i Kościoła.
I może to wcale nie jest dziwne – bo to dokładnie jest treść tych
uroczystości. Nieskończony stał się skończony. Przedwieczny, Wszechmocny, Niewidzialny
zamieszkał między nami. Boskość połączyła się z człowieczeństwem. Najbardziej radykalna
niezwykłość postanowiła być dostępna w tym, co najbardziej zwykłe i codzienne. Bóg jest
między nami – tak prosty, że aż ukryty.
Niewielu przecież dostrzegło obiecanego Mesjasza i
Pana w tym malutkim Dziecku ubogich rodziców z małego miasteczka. I tak jest przecież do
dziś – Bóg jest między nami i w naszym życiu. A jednocześnie tak trudno Go dostrzec i
zobaczyć. Wiara wymaga przecież często wiele wysiłku i ryzyka, rodzi tyle pytań i
wątpliwości.
Teologia mówi często o dwóch przyjściach Pana Jezusa
Pierwsze miało miejsce w Betlejem. Drugie dopiero jest przed nami – to przyjście na końcu czasów, kiedy skończy się tajemnica i ukrycie, wtedy zobaczymy Go wszyscy w majestacie, twarzą w twarz. W Adwencie słuchamy proroków Starego Testamentu, wspominamy ich oczekiwanie na Mesjasza i w ten sposób sami uczymy się czekać na przyjście Pana Jezusa na końcu czasów.
To pierwszy powód, dla którego Adwent uczy nas sensu codziennego chrześcijańskiego życia. Tak łatwo o tym zapomnieć, ale życie chrześcijanina to nie tylko wspominanie cudownej przeszłości zapisanej w Ewangeliach, ale też nieustanne oczekiwanie na nieznaną godzinę powtórnego przyjścia Chrystusa.
Tradycja Kościoła mówi jednak również o trzecim przyjściu, tzw. pośrednim. Uczył o nim m.in. św. Bernard z Clairvaux i samo łacińskie określenie tego przychodzenia nasuwa nam oczywiste skojarzenie z okresem liturgicznym, nad którym medytujemy: medius adventus.
Jezus, Bóg, który chodził między nami jako człowiek
dwa tysiące lat temu w Palestynie, Bóg,
który przyjdzie w chwale swojego majestatu na końcu historii – ten sam Bóg codziennie
przychodzi i już przebywa wśród swojego Kościoła. Każdego dnia, na setki, tysiące, a może
miliony sposobów – do każdego ze swoich wiernych osobiście. Ukryty, ale zupełnie realny.
Kościół uczy nas o tych podstawowych sposobach Jego przychodzenia – w sakramentach
oraz w Słowie. Tam ukryty jest On.
Adwent to na pewno czas, w którym szczególnie warto
odkrywać Jego obecność w Eucharystii – i faktycznie dla wielu z nas Adwent kojarzy się
przede wszystkim z regularnym wysiłkiem wstawania na roraty!
To czas, w którym warto
zadbać o trochę więcej ciszy i spokoju na modlitwę Słowem, dzięki któremu uczymy się
słyszeć mówiącego do nas Boga.

Ale przychodzenie naszego Boga
nie kończy się na Eucharystii i modlitwie. Tam spotykamy
Go i uczymy się wrażliwości. A wtedy zaczynamy dostrzegać Go już wszędzie, w naszej
codzienności. Jest w twarzach ludzi, których spotykamy. Jest ukryty w swoich stworzeniach i
w przyrodzie, która wyszła z Jego stwórczych rąk.
Jest obecny w historii świata i naszego
życia – czasem bolesnej i trudnej, która budzi nasz opór i odrzucenie. A jednak za tą historią
także stoi On, Bóg – czasem najbardziej jako współcierpiący z cierpiącymi, Ukrzyżowany
bliski najsłabszym. Ale zawsze tam jest.
I to też jest Adwent – powolne otwieranie naszych
oczu na tajemnicę Ukrzyżowanego obecnego nawet w największych ciemnościach tego
świata. Może nawet nasza strefa klimatyczna, w której przeżywamy ten okres w dużej mierze
pozbawieni światła słonecznego, może nas bardziej uczulić na ten wymiar Adwentu. Idziemy
na roraty w ciemności, by wyrazić naszą wiarę i nadzieję, że Bóg wkroczył i nieustannie
wkracza w nasze ciemności.
I ostatecznie: jednym z poruszających liturgicznych zawołań Kościoła w Adwencie jest
modlitwa inspirowana Psalmem 80: „Okaż swą potęgę, Panie, i przyjdź!”. Jak nauczał papież
Benedykt XVI w 2003 roku:
"Wtedy - w skrajnej niemocy - świadectwo mocy wiary, które dawali męczennicy, świadectwo miłości wzajemnej i okazywanej wszystkim słabym i uciśnionym, które zrodziło się z serca Kościoła, było potęgą Boga, było sposobem Jego przychodzenia z mocą, z mocą ukrzyżowaną.
I tak też było przez całą historię. On nie przychodzi z dywizjami, On przychodzi ze zranionym sercem, które z pozoru już nic nie ma do powiedzenia, a które wtedy okazuje się rzeczywistą, zupełnie inną mocą, mocą Bożą.
Kiedy jednak widzimy teraz, jak Bóg wzbudzał swą moc w cierpiących, wierzących ludziach w Izraelu, w męczennikach i w wielkich świadkach miłości i prawdy w Kościele starożytnym, a potem znowu we Franciszku z Asyżu i w Dominiku, i tak przez całe wieki, wtedy ta prośba przejmuje nas do żywego, wtedy staje się ona dla nas samych wyzwaniem, wtedy widoczne się staje, że tę swoją moc Bóg w znacznej mierze złożył w nas przez święte sakramenty chrztu i bierzmowania oraz przez swe słowo i że ta moc jest w nas uśpiona.
Dlatego ta moc to wyzwanie do nas skierowane: Panie, zbudź nas z naszej ospałości, w której nie potrafimy Cię dostrzegać, w której Twą świętą, będącą w nas moc zakrywamy i przeszkadzamy jej w przyjściu. Chrześcijaństwo nie jest moralizowaniem, które nas tylko pobudza do zakasania rękawów i urządzania świata inaczej.
Jak kiepsko to wychodzi, widzimy w owych ruchach, które obiecywały nam lepszy świat. Bóg jednak zbudował świat i człowieka w taki sposób, że chrześcijaństwa nie charakteryzuje przekonanie o wyłącznej skuteczności Boga, tak że my możemy być tylko oczekującymi widzami. On angażuje również nas, chce być skuteczny przez nas i w nas; chce przez nas okazywać na tym świecie swą świętą i nową moc, moc prawdy i miłości.
Dlatego w tym wołaniu prosimy Go o coś w naszej własnej sprawie, wyrażamy pragnienie, żeby poruszył nasze własne serce: Twoja moc jest w nas. Przebudź ją i dopomóż, żebyśmy nie stawiali jej przeszkód, lecz byli jej świadkami i żywą mocą."
W swych najpiękniejszych i najprawdziwszych przejawach chrześcijaństwo jest religią, która
pobudza człowieka, by mocą Bożą kochał w sposób przekraczający ludzkie ograniczenia.
I
tym ostatecznie jest Adwent i wtedy spełni się jego sens, gdy dostrzeżemy Bożą miłość, gdy
zauważymy, że On przychodzi na co dzień. I pójdziemy razem z Nim, by nasi cierpiący
siostry i bracia mogli poprzez nas spotkać przychodzącego do nich z miłością Jezusa
Chrystusa.







