
parastenai to Kyrio
1 lutego, 2025
Wyjątkowe połączenie
1 lutego, 2025
parastenai to Kyrio
1 lutego, 2025
Wyjątkowe połączenie
1 lutego, 2025Kluczowe Słowa
Wszyscy ludzie

Luty jest miesiącem, w którym jest szczególny dzień: święto zakochanych.
W wielu miejscach możemy spotkać specjalne dekoracje, przypominające nam o tym święcie. W radio, w telewizji słyszymy piosenki miłosne... Jednym słowem można mieć wrażenie, że wyraz "miłość" jest odmieniany w każdy możliwy sposób.
Jednak...
luty jest ważnym miesiącem dla każdej dominikanki z innego powodu. 20 lutego przypada 80 rocznica śmierci błogosławionej s. Juli Rodzińskiej.
Myśląc o niej jestem przekonana, że jej niełatwe życie było przepełnione miłością nie tylko do Boga, ale także do drugiego człowieka.
Gdy miała 10 lat została sierotą. Siostry dominikanki, które mieszkały w jej rodzinnej wsi Nawojowa, zaopiekowały się nią oraz jej siostrą. Po latach spędzonych przy siostrach Stanisława, - bo tak brzmi chrzcielne imię s. Julii - poprosiła o przyjęcie do naszego Zgromadzenia.
Po latach formacji i zdobyciu wykształcenia pedagogicznego pracowała jako nauczycielka w naszych domach w Mielżynie, Rawie Ruskiej i Wilnie. Tu opiekowała się dziećmi, które tak jak kiedyś ona były sierotami. Dawała im całe swoje serce i robiła wszystko, by jej podopieczni nie czuli się gorsi od innych dzieci. W tamtych czasach było to niespotykane, by dzieci z sierocińca nie wyróżniały się od rówieśników na przykład ubiorem. S. Julia potrafiła to zrobić.
Niestety rok po wybuchu II Wojny Światowej w 1940 r. musiała wraz z innymi siostrami opuścić zakład dla sierot. Nie chcąc jednak zostawić dzieci bez ich wsparcia, siostry zatrudniają się najpierw jako personel techniczny w roli woźnych i sprzątaczek. Niestety i tej możliwości zostały pozbawione i musiały szukać schronienia poza klasztorem. W lipcu 1944 r. s. Julia wraz z siostrami została aresztowana i osadzona w więzieniu na Łukiszkach.
Po miesiącu siostry zostały wypuszczone, natomiast s. Julia została przewieziona do obozu koncentracyjnego w Stutthof, jako więzień polityczny. W tym miejscu pełnym strachu, przemocy i śmierci nie załamała się. Dalej ufała Bożej Opatrzności i otaczała innych miłością. Choć sama wiele nie miała, zachowały się świadectwa współwięźniarek mówiące o tym, jak s. Julia potrafiła podzielić się kromką chleba czy zupą z tymi, którzy byli głodniejsi niż ona!

Oto jedno z nich, które nam pozostało: Dotknęła mnie delikatnie, jak mogłaby tylko matka obudzić dziecko: mam trochę zupy dla pani i chciałabym, żeby ją pani zjadła dopóki jest jeszcze ciepła. Tylko dlatego panią obudziłam. Zawsze mnie zachwyca ta delikatność s. Julii.... Organizowała wspólne modlitwy z więźniarkami, spotkania z księdzem, osadzonym w innych częściach obozu, rozmową pomagała załamanym psychicznie, którzy nie mieli już siły dźwigać ciężaru życia obozowego...
Jednak największym gestem miłości s. Julii była ostatnia posługa, którą oddała bliźnim. Gdy w obozie wybuchła kolejna epidemia tyfusu, postanowiła pójść do chorych, do których nikt już nie chciał iść.
Wiedziała, że może się zarazić, jednak postanowiła ulżyć im choć trochę w cierpieniu zwilżając im usta wodą lub dając słowo pociechy. „Widziałam jak siostra Julia pocieszała i dodawała otuchy załamanym i zagubionym. Niosła im nadzieję, tak bardzo potrzebną do przetrwania.” Niestety zaraziwszy się, zmarła.
Moim zdaniem s. Julia jest doskonałym patronem na dzisiejsze czasy. Uczy nas, że każdy człowiek jest równy i zasługuje na szacunek. Bez względu na pochodzenie czy wyznanie pomagała każdemu. Jej miłość do Boga znajdowała odbicie w miłości i poświęceniu drugiemu człowiekowi. Widziała w nich odbicie Najwyższego.
Nie potrafiła przejść obojętnie obok potrzebujących, co doprowadziło ją do oddania życia.
Zakończmy tekstem z litanii do bł s. Julii :







