
Co z nami będzie?
7 listopada, 2025
Bliskość
6 grudnia, 2025
Co z nami będzie?
7 listopada, 2025
Bliskość
6 grudnia, 2025Kluczowe Słowa
Co z nami będzie?

s. Joanna OP
Adwent to czas, w którym Kościół uczy nas czym jest oczekiwanie. Nie chodzi jednak o zwykłe czekanie, ale o naszą wewnętrzną gotowość by cierpliwie, ufnie otworzyć swoje serca na Boga. Oczekiwanie to zawsze kojarzy mi się z zaproszeniem do zaufania. Do tego by pozwolić Mu być obecnym w naszej codzienności. Czy jest to proste? Oczywiście, że nie! W świecie, który pędzi do przodu Adwent jest doskonałym czasem na zatrzymanie się i zastanowienie czy moje życie jest pielgrzymką nadziei na życie wieczne ?

Już Stary Testament był wypełniony oczekiwaniem. Prorocy z nadzieją oczekują Mesjasza. Wzywają ludzi by się nawrócili do Boga, bo Jego przyjście jest pewne. W Psalmie 37 znajdujemy następujące słowa: „ Miej ufność w Panu i postępuj dobrze, mieszkaj na ziemi i dochowuj wierności. Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał.” Jaka z tych słów płynie ufność w Boże działanie! Jest również oczekiwanie: zaufaj, On będzie działał. W swoim tempie. Tak jak On chce. Doskonale rozumiała to Maryja. Nie bez powodu jest ona patronką Adwentowego oczekiwania. Jej „fiat” wypowiedziane w chwili Zwiastowania to akt najgłębszego zaufania. Nie wiedziała, co ją czeka, nie miała wszystkich odpowiedzi, a jednak zaufała słowu, które usłyszała. Nosząc w swoim łonie Słowo, uczy nas, że oczekiwanie nie jest tylko czasem patrzenia w przyszłość, ale pielęgnowaniem obecności Boga w mojej codzienności. On jest przy mnie TERAZ. Każdy z nas może na swój sposób „nosić” Jego obietnicę: poprzez modlitwę, wierność, ufne trwanie. Maryja uczy nas jeszcze jednej ważnej rzeczy. Bóg przychodzi w sposób dyskretny i cichy. Najpierw Zwiastowanie. Odbyło się ono w ciszy Nazaretu. Nie było świadków tego wydarzenia. Maryja nie krzyczała do ludzi: „słuchajcie! Anioł zwiastował mi, że będę Matką Mesjasza!” Wręcz przeciwnie. Rozważała w cichości serca wszystko, co było jej objawione i co miało się wydarzyć. A Narodziny Jezusa w Betlejem? Były ciche, niemal ukryte przed światem. Całe życie Maryi było cichym, wiernym kroczeniem za Jezusem. Aż po krzyż. Zawsze sobie wyobrażam, że pomimo ogromnego cierpienia, jakie musiało jej towarzyszyć na Drodze Krzyżowej i na Golgocie, Maryja wiedziała, że to się tak nie skończy. Miała ufność, że Boże obietnice, zapowiadane przecież już przez proroków, mają wypełnienie w jej Synu. Czy my się w tym przypadkiem nie odnajdujemy? W naszym życiu też są przecież momenty, gdy wydaje się, że cierpienie osiągnęło już jakąś granicę naszej wytrzymałości. Czy mimo tego, że nie rozumiemy, potrafimy czasem w totalnej ciszy trwać przy Bogu z myślą, że przecież wiem i wierzę, że jest jeszcze Zmartwychwstanie i życie wieczne?
~ s. Joanna OP
Mauris rhoncus orci in imperdiet placerat.
Vestibulum euismod nisl suscipit ligula volutpat, a feugiat urna maximus. Cras massa nibh, tincidunt ut eros a, vulputate consequat odio.
Vestibulum vehicula tempor nulla, sed hendrerit urna interdum in. Donec et nibh maximus, congue est eu, mattis nunc. Praesent ut quam quis quam venenatis fringilla. Morbi vestibulum id tellus commodo mattis. Aliquam erat volutpat. Aenean accumsan id mi nec semper.



