
Bo prawdziwa misja zaczyna się w sercu - w ciszy, która słucha Boga i pozwala się posłać tam, gdzie czeka Jego miłość.

Bo prawdziwa misja zaczyna się w sercu - w ciszy, która słucha Boga i pozwala się posłać tam, gdzie czeka Jego miłość.

A zatem ludzie Boga, bądźcie sobą, bo dzieła Jego są piękne i pełne łaski!

ufając Bogu, każdego dnia przekonujemy się, że z Jego pomocą wszystko jest możliwe. Prowadzenie naszego Domu w każdych warunkach jest tego najlepszym przykładem.

Jestem wdzięczną Bogu za to miejsc i za te dzieciaki. Za to, że mogę im dawać kawałek siebie. I za to, że tak wiele dostaję w zamian.

Pan Bóg pukał jednak dyskretnie do drzwi mojego serca i pytał: „Czy chcesz pójść za Mną”? Mnie jednak wydawało się, że pójście za głosem powołania do życia zakonnego oznacza rezygnację z moich marzeń i pasji.

Życie zakonne daje mi siłę i motywację do wypełniania tej misji. Relacje międzyludzkie są
dla mnie niezwykle ważne. Moje życie duchowe i codzienna więź z Bogiem stanowią fundament moich
działań i wyborów życiowych.
Modlitwa jest nieodłącznym elementem mojego dnia – to ona pozwala mi
odnaleźć pokój serca, prosić o światło Ducha Świętego w trudnych sytuacjach oraz zawierzać Bogu
zarówno moje troski, jak i sukcesy.

Pan Bóg ma wobec nas różne plany, często takie na które my byśmy nie wpadli bo patrzymy w mniejszych odległościach niż On. On Który widzi więcej.
ON po prostu widzi WSZYSTKO .

Bóg kieruje naszym życiem. A ja się nieustannie tego uczę.
Gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że po ślubach wieczystych zostanę posłana do duszpasterstwa powołań, pewnie miałabym ku temu wątpliwości. Widziałam się w innym miejscu.

W Orędziu Papież mówi, że „misja jest niestrudzonym wychodzeniem do całej ludzkości, aby ją zaprosić na spotkanie z Bogiem.”
No właśnie… niestrudzonym wychodzeniem do… A skąd brać siłę, cierpliwość i wytrwałość do tego niestrudzonego wychodzenia?

Chcąc nie chcąc – jestem znakiem. Uczelniane środowisko raczej stroni od Kościoła, od Pana Boga, tym bardziej świat medycyny. To są moi „najbardziej potrzebujący”, moja misja: opowiedzieć Dobrą Nowinę tym, którzy nigdy lub bardzo długo Jej nie słyszeli. A jak to zrobić?

Do dzisiaj zostało mi to zdziwienie, jako pewnego rodzaju wyrzut: „ja nie potrafię tak głęboko przebaczać i kochać innych jak one”.